Legenda o skarbie Inków

Jedną z atrakcji i ciekawostek niedzickiego zamku jest legenda o Sebastianie Berzewiczym, Inkach i ich skarbie. Powstało na ten temat kilka książek i wiele publikacji prasowych, lecz skarb wciąż pozostaje ukryty.

W XVIIIw. Sebastian Berzewiczy, członek rodziny do której przed wiekami należała niedzicka warownia, po burzliwej podróży dotarł do Peru w Ameryce Południowej, ówczesnej hiszpańskiej kolonii.
Ożenił się tam z córką wodza inkaskiego i wkrótce narodziła im się córka, której dano na imię Umina. Gdy ok. 1781 r. wybucha powstanie przeciwko hiszpańskim najeźdźcom jego przywódcą zostaje Tupac Amaru. Niestety, upada ono po pięciu latach, a jego przywódca zostaje stracony. Jedynym pretendentem do inkaskiego tronu zostaje bratanek Tupaca o tym samym imieniu, który wcześniej ożenił się on z Uminą.
Wobec niebezpieczeństwa grożącego jego rodzinie, Sebastian decyduje się na wyjazd wraz z córką i jej mężem do Włoch, gdzie przebywają do 1797 r. i gdzie na świat przychodzi Antonio, syn Uminy i Tupaca Amaru. Mąż Uminy, który zabrał ze sobą część inkaskiego skarbu zostaje wkrótce zamordowany przez hiszpańskich szpiegów, wobec czego Berzewiczy w trosce o rodzinę musi kontynuować ucieczkę. Udają się więc na Węgry i wkrótce zamieszkują na zamku w Niedzicy, który był wtedy własnością rodziny Horvathów z Paloczy. Ale i tu nie mogli się czuć bezpiecznie. Umina otrzymuje cios zatrutym ostrzem przez przekupioną służbę i zostaje pochowana pod kaplicą zamkową.
Sebastian wkrótce spisuje ze swoim bratankiem Wacławem Benesz-Berzewiczym z Krumłowa na Morawach akt adopcyjny, w którym Wacław zobowiązuje się do opieki nad małym Antoniem Tupac Amaru. Staje się to na niedzickim zamku, w dniu 21 czerwca 1797, w obecności Rady Emisariuszy Inków.
Sebastian wkrótce dokonuje żywota w klasztorze Augustianów w Krakowie. Wacław zabiera Antonia, którego wpisuje do ksiąg parafialnych jako Antonia Wacława, syna Wacława i Anny Benesz.
Antoni Benesz umiera w 1877 r. mając dwie córki i dwóch synów, którym na imię Ernest i Wilhelm.
W 1946 r. pojawia się w Niedzicy Andrzej Benesz, podający się za wnuka Ernesta. Twierdził on, że w archiwach jednego z krakowskich kościołów odnalazł akt adopcyjny Antoniego, w którego czwartym punkcie Wacław zobowiązał się do ukrycia kipu otrzymanego od Rady Emisariuszy Inków. Miał to być testament Inków z dokładnymi miejscami ukrycia ich skarbów, a jednym z nich, oprócz zamku niedzickiego, miało być jezioro Titicaca i zatoka Vigo.
31 lipca 1946 r. spod kamiennego progu bramy zamku górnego, w obecności świadków, zostaje wydobyta przez Andrzeja Benesza ołowiana zalutowana tuba. W niej znaleziono pęk rzemieni z węzłami i trzema złotymi blaszkami na końcach.
Andrzej Benesz zginął w wypadku samochodowym, a dalsze losy zagadkowej zawartości tuby pozostają nieznane.